sobota, 11 października 2014

„Salvatore, czyli nietypowy człowiek z nietypową historią” - opowiadanie.

Ta notatka jest w podzięce dla Was wszystkich, którzy czytali i komentowali bloga. <3 Wspieraliście nas i dodawaliście nam otuchy, bardzo dziękujemy ! ^^

Opowiadanie wysłane na konkurs <3 


        Środkowy Kazachstan. Śnieg i lód pokrywały wszystko co się dało. Mimo, iż była późna jesień, opady były bardzo intensywne. Miasto było wręcz zatopione w białym puchu. Wiatr łamał gałęzie w miejskim parku, gdzie Lavre przechadzała się zapłakana. Ojciec znowu przyprowadził jakąś panienkę. Kazał jej się wynosić, zaprotestowała, ale złapał po broń i natychmiast wybiegła z domu. Bała się go. Szła spokojnie alejką i wycierała łzy w atłasową chusteczkę. Miała na sobie wełnianą białą sukienkę, czarne legginsy i filcowy brązowy płaszczyk. Szła na boso. Nie zdążyła ubrać butów, gdy wybiegała z domu. Po 15 minutach chodzenia strasznie zmarzły jej stopy. Odgarnęła rękawem kurtki śnieg z ławki i usiadła. Podciągnęła kolana pod szyję i siedziała tak przez jakąś chwilę w zamyśleniu.
- Ciekawe ile będzie się jeszcze z nią zabawiał. Nie mam dokąd pójść. – powiedziała do siebie.
- Możesz pójść ze mną. – usłyszała jakiś głos za sobą. Zeskoczyła z ławki bardzo gwałtownie i się poślizgnęła. Wylądowała tyłkiem w zaspie. Park nie był oświetlony, więc nie widziała kto stoi za ławką. Była bardzo wystraszona. Po głosie poznała że to mężczyzna, miał bardzo głęboki, ciepły głos. Postura wskazywała na to, że jest dobrze umięśniony, ale coś w jego sylwetce było nie tak. Coś za jego plecami było bardzo zniekształcone i nie wiedziała co to może być. Stanął przed nią i podał dłoń. Przyjęła pomoc i podniosła się. Zaczęła otrzepywać ze śniegu tył płaszczyka i legginsy, które były już przemoczone do suchej nitki. Nieznajomy przyglądał się jej z zaciekawieniem.
- Więc dlaczego mam pójść z Tobą i dokąd? – zapytała nagle. – Czy nie uważasz że było by to niestosowne? Nawet się nie znamy. – Wręcz wypluwała słowa. – Tak poza tym mam na imię Lavre, tak to damskie imię, i jestem miejscowa. A ty kim jesteś, i skąd pochodzisz? I co to takiego za twoimi plecami? Masz broń? – Zamilkła i odsunęła się gwałtownie, ale jej ciekawość była silniejsza. Świdrowała go wzrokiem, mimo iż w ciemności nie widziała prawie nic. Jedynie biała koszulka odbijała światło.
- Miło mi Cię poznać Lavre. Salvatore. To moje imię. A pochodzę z południowej Afryki, ale nie jestem ciemnoskóry. A to. – Dziwny kształt poruszył się i rozpostarł, jak…
- Skrzydła! Masz skrzydła! Ale… jak to jest możliwe? – Była zachwycona tym faktem. – Przecież … anioły? One nie istnieją! – Nie chciała mu wierzyć - Jak to możliwe?
- Jestem tworem naukowca, który uwielbiał eksperymentować. Powstałem 70 lat temu w miejscowości Prieska w RPA. Ale… Na pewno chcesz stać tutaj, marznąć dalej i słuchać mojej nudnej historii?
- Fakt, stoję boso w śniegu. – Popatrzyła w dół na swoje nogi, które z ledwością utrzymywały jej ciężar ciała w pionie.
- Jak to na boso? Gdzie masz buty?!
- Zostawiłam w domu… Eee… Zapomniałam zabrać… - Powiedziała zrezygnowana, nie chciała by ktokolwiek wiedział o jej ojcu. Wiedziała, że było to słabo przekonujące, ale nie miała innego wyjścia.
- Nie można od tak zapomnieć butów! Chodź odprowadzę Cię do domu.
- NIE! ZOSTAW! – krzyknęła, po czym odwróciła się i zaczęła biec. Nogi nie pozwalały jej, mimo to biegła z całych sił. Dopiero, gdy z wyczerpania upadła na bruk, pokryty lodem, zauważyła, że nie wie gdzie jest. Nigdzie też nie widziała Salvatore. Podniosła się i zaczęła rozglądać. Dostrzegła ławkę i drzewa. Nadal była w miejskim parku. Usiadła na ławce, uprzednio oczyszczając ją rękawem płaszczyka ze śniegu. Stopy miała odmarznięte. Zaczęła płakać z bezsilności. Nie czuła już bólu. Zamknęła oczy i nagle zasnęła. Gdy się obudziła było jasno i ciepło, leżała w wygodnym łóżku w jedwabnej piżamie z termoforem w nogach. Usiadła i rozejrzała się po pokoju.
Był bardzo przytulny. Podłoga i wszystkie meble, łącznie z drzwiami, w tym pokoju były hebanowe. Łoże w którym spała było zdobione złoceniami na wezgłowiu. Na prawo pod oknem stała mała szafka nocna, a na niej mała lampka nocna ze zdobionym abażurem i taca ze śniadaniem. Wzdłuż ściany przy której znajdowało się łóżko, stał duży, wysmukły regał z mnóstwem książek. Naprzeciw okna znajdowały się drzwi ze złotą klamką i zdobieniami. Na lewo od drzwi ustawiona była masywna szafa z lustrem. Część wygrawerowanych, przeróżnych wzorów była zdobiona złoceniami na obu skrzydłach drzwi. W rogu między szafą, a oknem stała sofa z białym obiciem w czarne maki. Cały pokój pomalowany był w kolorze miodu. Wszystko się ze sobą komponowało, zaczynając od podłogi kończąc na kryształowym  żylandorze, który dopiero teraz zauważyła.
Zsunęła nogi na drewnianą podłogę i poczuła, że jest niemiłosiernie głodna. Wzięła tacę ze stolika i postawiła sobie na kolanach. Na śniadanie dostała 3 tosty zapiekane z serem, na miseczce sałatkę owocową i jogurt z musli oraz szklankę ciepłego mleka. Zjadła to wszystko z apetytem i zauważyła pod małym dzbanuszkiem ze słonecznikiem złożoną na pół kartkę. Pochwyciła ją czym prędzej i przeczytała list zaadresowany do niej o następującej treści:

„Moja droga, zjedz śniadanko póki ciepłe, w szafie są ciuchy, coś powinnaś sobie odpowiedniego wybrać. Znajdź sobie jakieś zajęcie, cały dom masz do swojej dyspozycji. Jak wrócę porozmawiamy. Będę około 10. Smacznego! :) 
Salvatore” 


Lavre czytając list, uśmiechała się do siebie. Złożyła kartkę i odłożyła wszystko na szafkę nocną. Podeszła do szafy i otworzyła ją. W środku wisiały najpiękniejsze suknie balowe jakie kiedykolwiek widziała w życiu. A na półkach stały przeróżne pary butów. Nie mogła się napatrzeć, dotykała i oglądała każdą sukienkę z osobna. Zamknęła drzwi od szafy i otworzyła szuflady. Znalazła w nich szare dresy i kolorową koszulkę oraz bieliznę. Zabrała ciuchy i wyszła z pokoju na duży korytarz, który był urządzony w nowoczesnym stylu. Spośród wielu drzwi, te na końcu korytarza po prawej, okazały się drzwiami od łazienki.
Cała łazienka była wyłożona jasnokremowymi płytkami, prócz sufitu. Na środku łazienki stała duża wanna ze złotymi zdobieniami. Po prawej stronie od wejścia była toaleta w osobnym pomieszczeniu.  Po lewej stronie wisiało duże lustro i umywalka.
 Ciuchy ułożyła na krześle pod oknem na wprost drzwi i odkręciła kurki z wodą. Podeszła do umywalki, przemyła twarz i spojrzała w lustro. Nie mogła na siebie patrzeć. „Co ja zrobiłam? Gdzie ja jestem i co powie ojciec, jeśli w ogóle, wrócę do domu?” Zadawała sobie w głowie takie pytania.
Zakręciła kurki i rozebrała się z piżamy. Złożyła ją w kostkę i położyła na krzesło. Zanurzyła się w ciepłej wodzie i zamknęła oczy, odprężając się. Leżała w ciepłej wodzie dłuższą chwilę. Po czym dokładnie się umyła i wysuszyła ręcznikiem. Ubrała przygotowane przez siebie ciuchy i wróciła z piżamą do pokoju w którym spała. Pościeliła łóżko, ułożyła na nim piżamę, zabrała tacę z jedzeniem i zeszła na parter.
Schodząc po schodach szła bardzo powoli, gdyż przyglądała się obrazom zawieszonym na ścianach po obu stronach schodów. Obrazy były dużej wielkości w srebrnych ramach, większość z nich przedstawiała momenty z wojen i starć zbrojnych. W końcu oderwała wzrok od dzieł sztuki i wyszła na hall. Nie przyglądała się mu zbytnio tylko od razu zaczęła szukać kuchni. Po dłuższym błądzeniu w końcu udało jej się odnaleźć szukane pomieszczenie. Odstawiła tacę i udała się w kierunku salonu, który zauważyła po lewej stronie schodząc schodami. Usiadła w dużym, czarnym fotelu i zaczęła przyglądać się z dokładnością całemu pokojowi. Nie trwało to jednak długo, po chwili jej myśli odbiegły w stronę Salvatore. Wyobrażała go sobie z wyglądu, zachowania. Nic o nim nie wiedziała, mimo to bardzo mu ufała. Jej wyobrażenia nie trwały długo, ktoś wszedł do domu. Zerwała się i spojrzała w stronę korytarza.
W drzwiach salonu stał wysoki mężczyzna o kruczoczarnych włosach i z 3-dniowym zarostem na twarzy. Lekko wystające kości policzkowe uwydatniły piękno jego ciemnych oczu. Obcisła koszulka opinała jego mięśnie, a skrzydła sprawiały wrażenie, że jest to mężczyzna żądny władzy. Spodobał się Lavre od momentu, gdy pierwszy raz zmierzyła go wzrokiem. Młody anioł uśmiechał się do niej cały czas, widząc jak mierzy go wzrokiem. Gdy wreszcie spojrzała mu nachalnie prosto w oczy, przemówił swoim ciepłm głosem:
- Cześć, zjadłaś śniadanie?
- Cz... cześć, tak ... – zawachała się. Nie wiedziała, jak ma się zachować w stosunku do niego.
- Nie musisz się mnie bać Bella.- Podszedł bliżej do niej i objął ją w pasie rękoma. A ona nieśmiało zaczęła się odsuwać.
- Jestem Lavre. Nie pamiętasz? – powiedziała zniesmaczona tym, że nazwał ją “Bella”.
- Wiem – zaśmiał się – Wiem, moja droga. Bella, bo zachwyca mnie twoja piękność. – spojrzał jej w oczy, ale ona odwróciła wzrok i usiadła zmieszana na kanapie.
- Dziękuję – uśmiechnęła się nieśmiało do niego, choć wyglądało to raczej jakby uśmiechała się do siebie. – Teraz mi wytłumaczysz, jak się narodziłeś?
- Tak, chyba nie ma sensu tego ukrywać. Ostrzegam, że może być nudne w niektórych momentach.
- Spokojnie jestem cierpliwa.
- Więc jak już mówiłem wszystko zaczęło się w Republice Południowej Afryki w miejscowości Prieska. Gader Lobesy, bo tak się nazywał mój stwórca i zarazem ojciec, był z wykształcenia alchemikiem i astrofizykiem. Uwielbiał eksperymentować, tworzyć nowe potwory, mieszać powstałe już rasy. Tuż przed jego śmiercią stwierdzono u niego dziwną chorobę ‘peleustuno’, co dosłownie znaczy “kochający tworzyć monstrum”. Miał manię na punkcie stworów, a szczególnie wampirów. Większość jego eksperymentów była nieudana. Dopiero po 30 latach żmudnej pracy udało mu się stworzyć coś tak odrażającego i ohydnego jak ja. Wychowywał mnie do 14 roku życia, w tamtym okresie byłem już bardzo dojrzały i rozwinięty psychicznie i fizycznie. Postanowiłem, że udam się w podróż i poznam świat. Zwiedziłem Europę, Amerykę Północną i Azję. Po 20 latach latania osiedliłem się na stałe w Iranie. Poprzednie miejsca zamieszkania były krótkie i zazwyczaj nieprzyjemne. Wytykali mnie palcami, a nawet chcieli wsadzić do klatki i chodować, jak królika doświadczalnego. Jednak uciekłem tym szaleńcom, zabijając całą obsługę i naukowców z Instytutu. Chciałem być wolny, a nie czekać aż mnie skrzyżują z krową i powstaną smoki. Racja, jestem nietypowy i jestem potworem, ale nikomu nie zrobiłem krzywdy, jeśli na nią nie zasłużył. Gdy mieszkałem w Iranie, poznawałem tam ludzi bardziej tolerancyjnych, niż gdzie indziej. Zaprzyjaźniłem się z pewnym chłopcem o imieniu Mikers. Uświadomił mi, jak bardzo jest tu niebezpiecznie, trwała wojna między “Czarnymi”, a innym ugrupowaniem terrorystycznym. Do starć zbrojnych włączyli się żołnierze z międzynarodowych organizacji pokojowych. Mikers zaprzyjaźnił mnie z bronią, nauczył jej używać i wykorzystywać w sztukach walki. Po 2 latach nauki zaciągnąłem się do “Czarnych”. Dostawałem pensję za każdego zabitego. W ciągu roku przy pomocy skrzydeł zabiłem około 500 osób. Zarobiłem wiele, i to mi wystarczyło. Po roku oddałem ubranie i broń. Starczyło mi pieniędzy na wybudowanie tego domu, a 1/3 reszty ulokowałem na lokacie. Stwierdziłem, że pójdę do pracy i może kiedyś założę rodzinę, jeżeli którakolwiek kobieta będzie chciała ze mną żyć. Obecnie pracuję w firmie znajomego, którego poznałem przeprowadzając się tutaj. Nepal to piękny kraj, tylko wielu nie potrafi tego dostrzec. I tak mieszkam tu już od 33 lat, bez większych zmian, aż do tej pory. – Zamilkł i spuścił wzrok.
- Jestem pod wrażeniem. Tyle przeszedłeś, a jak się dowiedziałeś o śmierci twojego... taty?
- Zmarł 8 lat temu. Jego prawnik powiadomił mnie o spadku po nim. To było bolesne. Chciałem go jeszcze kiedyś zobaczyć, ale dane mi było tylko w trumnie. Po pogrzebie wróciłem do dawniejszego trybu życia. Ale w kilka lat po śmierci ojca, dostałem tajemniczy list w którym uświadomiono mnie, że jeśli nie zapłacę 3 mld dolarów w ciągu 24 h, to skończę jak Stwórca w trumnie. Oczywiście nie zapłaciłem, nie miałem podstaw. Na drugi dzień dostałem tajemniczy telefon, że mam się wstawic wieczorem w jakimś mieście w Kazachstanie. Myślałem, że to jakiś żart, ale udałem się tam. I spotkałem Ciebie.
- Co się stało gdy uciekłam?
- Byłem w szoku. Wzbiłem się w powietrze i zauważyłem 2 typków z bronią, gdy wylądowałem przed nimi od razu mnie zaatakowali. Chcąc nie chcąc, skręciłem im karki i zacząłem szukać Ciebie. Znalazłem Cię, wziąłem na ręce i przybyłem tutaj. Poprosiłem zaufaną pokojówkę, aby Cię przebrała i obmyła tak, aby Cię nie budzić. Położyłem Cię w pokoju gościnnym i sam udałem się spać. Rano poprosiłem służbę, abym sam mógł zrobić Ci śniadanie i dołączyłem list. Postawiłem na nocnym stoliku i wyszedłem do pracy. No i jestem. Siedzimy tu już ponad godzinę, a ja męczę Cię moimi opowiadaniami. – skończył mówić. Nastała głęboka cisza, którą po chwili przerwał głos Lavre.
- Dziękuję Ci za wszystko. Ale, teraz muszę już wracać do domu.
- Ona jeszcze nie poszła od niego. Wiem, jak jest u Ciebie w domu, że Twój tata sprowadza dziwki na każdy wieczór, a ty musisz tego słuchać i patrzeć na to. – powiedział ze spokojem. – Nie powinieneś! – zerwała się z kanapy, ale był szybszy. Złapał ją mocno za rękę i przyciągnął do siebie. Wtulając się w jej puszyste włosy mocno ją przytulił.
-  Nie chcę tak żyć, w tym nędznym świecie. Nie jestem szczęśliwa. – płakała wypowiadając zdanie po zdaniu.
- Spokojnie Bella Lavre. Zaopiekuję się Tobą. Kocham Cię Bella. – wyznał jej miłość, szepcząc do ucha. Przesunął palcami po jej bliźnie na policzku i ją ucałował. Kochał ją mimo iż stwierdzono u niej nowotwór – raka mózgu.

                                                                                          KONIEC.




Jeszcze raz : DZIĘKUJEMY ! <3

Amalia & Alavanna ~ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz