piątek, 16 stycznia 2015

"Słabość, jako zapomnienie" cz. 2

Halo!
Zaczynamy weekend! ja jeszcze mam miesiąc niecały do ferii, a wy?
Niektórzy pewnie już skończyli albo są w środku.
Chcę na kilka ostatnich dni trochę śniegu *o*
No ale zobaczymy jak to będzie :D
Teraz przeżywajmy wszyscy swoje oceny na półrocze. 

W słuchawce odezwał się ciepły kobiecy głos. - Dzień dobry , nazywam się Ellie Bhetr. 
- Niczego nie zamawiałem, ani nie chcę kupić, również oferty operatora mnie nie interesują. – Przerwał brutalnie kobiecie o delikatnym głosiku.
- Nie o tym chcę z Panem porozmawiać. Chciałabym umówić się na spotkanie, bo ta sprawa nie może być przekazana przez telefon. Potrzebuję stu procentowej gwarancji, że będzie pan sam, więc spotkamy się w miejscu publicznym. Proponuję kawiarnię Herelix w centrum miasta, jutro o 15.30. Wtedy wszystko panu wyjaśnię, dobrze? – Zaczekała na odpowiedź.
- Dobrze. Do widzenia. Miłego wieczoru.
- Dziękuję, nawzajem – odpowiedziała kobieta i usłyszał pikanie w słuchawce. Odłożył telefon na stoliku w salonie i zaczął się rozbierać, ubrał kapcie z granatową kokardką, które dostał od Thavi na Święta Bożego Narodzenia pod choinkę. Łzy napłynęły mu do oczu, gdy zobaczył przed sobą jej sylwetkę leżącą na podłodze w kuchni i oczy błagające o litość, wykrwawiała się. Skurwiel nie potrafił jej docenić, wykorzystał i zabił jak psa. Całe szczęście, że nie wiedział o tym, co łączyło go z jego zabawką. Tak mocno ją kochał, dlatego nie potrafił jej zabić, a ona mu ufała. Wróciły wspomnienia, wspólnie przeżyte chwile i ich związek, który opierał się na wzajemnym zaufaniu. Był bezsilny, zostawił zakupy w przedpokoju i zamknął się w łazience, chciał popełnić samobójstwo, ale stwierdził, że musi porozmawiać z panią Bhetr, która zaproponowała mu spotkanie. Wziął zimny prysznic i ugotował kolację dla dwóch osób…, po prostu z przyzwyczajenia. Usiał sam przy stole i poprowadził smutny monolog. Wierzył, że Thavi wróci do niego, że tak naprawdę nie umarła. Chciał jej pomóc, ale nie mógł się zdradzić przed tym sadystą. Nie mógł jeść, gula w gardle, spowodowana potokiem łez, powiększała się, a on płakał i płakał. Gdy już myślał, że jest dobrze, przed oczami widział obraz martwej kochanki i od nowa płakał. Nie dokończył kolacji, zostawił wszystko, jak było, przebrał się w ciuchy do spania i wyszedł na balkon. Wbrew pozorom było ciepło, odpalił papierosa i usiadł w wychłodzonym od wiatru fotelu. Odpalił drugiego i wyciągnął z szafki whisky, nalał sobie pół szklanki i wypił jednym łykiem. Podszedł do balustrady z papierosem w jednej ręce i szklanką whisky w drugiej. Wychylił się i spojrzał w sześć pięter w dół. Nie miał lęku wysokości, a mimo to cofnęło go. Zgasił papierosa, a szkło odstawił na stoliczek przy fotelu, potem wszedł do mieszkania i położył się spać. Rano do pracy obudził go natarczywy dźwięk budzika, a mimo wielkiej niechęci wstał i wyszykował się na osiem godzin ciężkiej pracy. Dzisiaj postanowił ubrać się nieco luźniej, czyli w obcisłe materiałowe czarne spodnie z dopasowaną marynarką i kremową koszulę z odpiętym guzikiem pod szyją. Buty dopasował do skórzanej torby, którą zawsze nosił na ramieniu, a zastępowała mu aktówkę. Zapakował drugie  śniadanie i usiadł przy stole. Zaparzył kawę i odpalił papierosa, przeczesał dłonią bujne włosy. Wychodząc, przykleił na lodówce kartkę z podpisem „zapomnieć, kupić, skończyć”. Przez cały dzień nie pomyślał ani razu o Thavi, lecz gdy wracał, zobaczył starszą kobietę z bukietem kwiatów i wtedy od razu się mu przypomniała. Uwielbiała dostawać kwiaty, a ich zapach działał na nią uspokajająco. Wywołał wspomnienia, jak wspólnie w parku zrywali kwiaty, a potem zrobili z nich bukiety, którymi się obdarowali i postawili w wazonach na stolikach nocnych. Wir wspomnień sprawił, że nie zauważył czerwonego światła na skrzyżowaniu i dopiero dźwięk klaksonu spowodował gwałtowne hamowanie. Wystraszył się, ale pojechał dalej. Zaparkował koło bloku, wysiadając po dłuższej chwili zabrał torbę i udał się do pobliskiej kwiaciarni. Kupił dwa małe bukieciki kwiatów, jeden na stolik nocny a drugi dla kobiety z którą miał się spotkać. Postanowił, że ubierze się bardziej nieoficjalnie, więc gdy tylko wziął prysznic i wysuszył włosy, ubrał się, wziął kwiaty i wyszedł. Postanowił się przejść, gdyż miał zaledwie 7 minut drogi do kawiarni. Wchodząc poznał kobietę, bo poruszyła się niespokojnie i utkwiła w nim wzrok... 




Mam nadzieję, że się Wam nie nudzi czytając :) 
Komentujcie i udostępniajcie Naszego bloga! 
Amalia & Alavanna ~

środa, 14 stycznia 2015

"Słabość, jako zapomnienie" cz. 1


Witam, oto pierwsza notatka w tym roku i ... postanowiłam, że dodam na dobry początek opowiadanie. Historia tej historii jest za długa by ją opisywać tutaj, ale uwierzcie mi na słowo, pisałam to w 2 h i wskoczył "lvl Hard" :D 
Miłego czytania! :) 


- Puść mnie! Słyszysz?! Odwal się! – wyrwała się z uścisku i spojrzała na niego gniewnym wzrokiem, który oznaczał „wyjdź albo Cię zabiję”. Sięgnęła na blat szafki po nóż, a gdy złapała go tak, by mogła zaatakować oprawcę, usłyszała otwierane do domu drzwi. Upuściła narzędzie na posadzkę i spojrzała w stronę wejścia. Jej partner wkroczył do kuchni ze stoickim spokojem i przytulił ją. Nawet nie spojrzał na nieproszonego gościa, tylko podniósł nóż i zerknął ukochanej prosto w oczy. Nie poczuła nawet, gdy wbił go jej w serce. Upadła na płytki i nieprzytomnym wzrokiem obserwowała dwóch mężczyzn stojących nad jej ciałem, po policzku płynęła łza. 
- Tak ciężko było Ci ją załatwić? Idioto, mogłaby zadzwonić na policję gdybyś uciekł i co wtedy? Wylądowalibyśmy w ciupie tylko i wyłącznie przez twoją głupotę, no ale już dobrze – podszedł do wspólnika z ulgą i podnieceniem i pocałował go w policzek – chodź, zabawimy się. Zakluczył drzwi i zasunął rolety w sypialni. Jego partner wszedł i stanął przy łóżku. 
- Nie chcę, już mnie nie pociągasz Adamie. Do pewnego czasu było fajnie, ale po głębszym przemyśleniu wolę zaspokajać się kobietami – delikatnie ściszył głos. Nie wiedział kiedy mu o tym powiedzieć, ale nie mógł dłużej czekać. Był przekonany, że jego kochanek będzie rozczarowany tą decyzją. 
- Dobrze, ale zapłacisz mi 30 tysięcy złotych do czwartku i zostawię Cię w spokoju – z chciwym uśmiechem spojrzał na Edwarda. Wiedział, że spełni jego warunek, był bardzo uległy. Zdziwiło go jednak, że tak stanowczo podszedł do sprawy. 
- Zgoda – wziął torbę i wyszedł. Gdy wychodził, zimny podmuch wiatru z klatki schodowej uderzył go w twarz, to go ocuciło. Po 5 minutach jazdy samochodem zaparkował pod supermarketem i zrobił zakupy na wieczór. Gdy wchodził do domu zadzwonił telefon, numer był nieznany. 
– Tak, słucham ? ... 


Mam nadzieję, że jesteście zainteresowani. Kolejna część już niedługo :) 
Pozdrawiamy i zapraszamy do komentowania! 

Amalia & Alavanna ~